Czas ucieka – wieczność czeka…

Dopiero kilka tygodni temu – przyznaję ze wstydem – po raz pierwszy w życiu odwiedziłem rodzinny dom Karola Wojtyły w Wadowicach. Nie przypuszczałem nawet, że ta wizyta wywrze na mnie aż tak głębokie wrażenie. Znów znalazłem się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na papieskim pielgrzymim szlaku, znów słuchałem Jana Pawła II, jak mówi nie tylko do nas, ale także za nas, na Placu Zwycięstwa w Warszawie i na Westerplatte, w Tatrach i na Podlasiu, w Krakowie i w dziesiątkach innych miejsc.

Znów widziałem twarze bliskich, których dziś już tu nie ma i wielu innych dobrych ludzi, z którymi łączyło mnie to nieokreślone coś, co jest tak bardzo ważne dla każdego wrażliwego człowieka i tak bardzo nas obchodzi, a co zarazem tak trudno wyrazić słowami, bo zwyczajnie brakuje odpowiednich słów. Widziałem to wszystko tak, jak widzą tonący, przed oczami których ma miejsca błyskawiczny przegląd wydarzeń z całego życia – a potem oczami wyobraźni zobaczyłem jeszcze jedna scenę: małego chłopca, który siadał przy kuchennym stole i spoglądał za okno, na ścianę wadowickiego kościoła opatrzoną napisem, który widnieje po dziś dzień: „czas ucieka – wieczność czeka.”

I nagle – bo czasami by coś zrozumieć, wystarczy błysk chwili – uświadomiłem sobie, jak wielkim jestem szczęściem, że mogłam dorastać w cieniu pontyfikatu największego z Polaków i że dzięki takim, jak On, ludziom wierzę w to, iż wszystko, co robimy, jest gdzieś zapisane, że każdy najdrobniejszy, pozornie nic nieznaczący element naszego życia, każdy spotkany człowiek, każdy czyn, a nawet wypowiedziane słowo ma jakieś znaczenie dla nas lub dla innych ludzi – i nic nie jest zapomniane. Zarazem uświadomiłem sobie, jak bardzo samotni muszą czuć się ludzie, którzy nie wierząc w istnienie Boga silą rzeczy zmuszeni są do pokładania ufności tylko w sobie lub w innych ludziach, tylko w tym, co sprawdzalne lub racjonalnie wytłumaczalne, tylko w tym co logiczne lub zdroworozsądkowe, którzy niczym nie dostrzegający kolorów daltoniści, nie mając świadomości, czym one w istocie są, nie dostrzegają prawdy, którą wszyscy mamy na wyciągnięcie ręki.

Niczym w obrazie Petera Breughla „Ślepcy”, na którym każdy z tytułowych ślepców trzyma rękę na ramieniu poprzednika. Pierwszy z nich potknął się i już wie, że za chwilę spadnie w przepaść, ale następni nie są jeszcze świadomi swego położenia i z przekonaniem godnym lepszej sprawy podążają naprzód, aż po otchłań przepaści. Sądzę, że to metafora o uniwersalnym znaczeniu, bo mam przekonanie, że na skutek wyborów dokonanych w 2015 roku uciekliśmy z nad takiej właśni przepaści, w którą nas spychano. Można by rzecz, uciekliśmy z nad samej jej krawędzi. Przed nami długa droga do naprawy kraju, z mnóstwem pułapek, niebezpiecznych miejsc i pól, na których – jak, niestety, widać już dziś – łatwo o błędy, zaniechania, złe decyzje i potknięcia, ale mimo wszystko nie tracę nadziei, że to właściwa droga. A być na właściwej drodze, to przecież najważniejsze – bo to droga zmienia człowieka, nie cel.

Raz jeszcze dziękując za całe otrzymane Dobro życzę wszystkim Czytelnikom, by czas Świąt Wielkiej Nocy był dla Państwa czasem ciepła i miłości, a zarazem czasem wzmocnienia: prawdy wolności i wolności w prawdzie – trwania w świętości.

Z Panem Bogiem.

Wojciech Sumliński

Jedna odpowiedź do “Czas ucieka – wieczność czeka…”

  1. Panie Wojciechu
    Najlepsze Życzenia Świąteczne!
    Jest wielu, którzy widzą w Pańskim zaangażowaniu oraz walce o prawde wzór do naśladowania.
    Siły przede wszystkim!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *