Dziennikarska hucpa

„Zbieranie, analizowanie i rozpowszechnienie informacji” – tak Tony Campbell, były pracownik kanadyjskiego wywiadu określał specyfikę jednej z grup zawodowych. Nie mowa jednak o charakterystyce funkcji agenta służb specjalnych a o… dziennikarzach – gdzie w ostatnich dniach wskutek doniesień medialnych potwierdzają się głosy, iż pomiędzy jednymi a drugimi granice niekiedy wydają się być zatarte. Częściej, niż wielu przypuszcza.

Dziennikarz i „dziennikarz” – brzmienie identyczne, znaczenie tożsame jest jednak w mniejszym stopniu. Podobnie jak definicja aktora, którym określani są nie tylko już artyści, a chwytający kolejne role w banalnych, płytkich wytworach producentów, tak i w przypadku dziennikarza pierwotny, dostrzegalny jeszcze etos zostaje przykryty przez jego odwrotność – szczególnie w przypadkach, gdy miast stanowić symbol niezależności i dążenia do prawdy – staje się on służalczym pionkiem na regulowanej w sposób zręczny smyczy. Misja przekazywania informacji w sposób rzetelny zastąpiona zostaje inną – misją dezinformacji i dezintegracji. Skrupulatnego kreowania medialnych wydarzeń – nie zaś ich przedstawiania.

Problem aktywności służb w środowisku dziennikarskim, bo o nim mowa, trwa od lat – podobnie jak niegdyś radziecki wywiad posiadał na swych usługach każdego z wysyłanych poza sowieckie granice dziennikarza, tak i w Polsce przypadki takie były liczne. Ryszard Kapuściński (ps. Poeta), Bogusław Wołoszański (ps. Ben) czy Krzysztof Mroziewicz (ps. Sengi). Przykłady powszechnie znane – są już jednak elementem historii. Zdawać by się mogło, że w powstałym na gruzach PRL ustroju podobne sytuacje mieć miejsca nie będą.

Nadzieja jednak – pomimo że jako ostatnia – umarła.

Art. 37 ust 1: Agencje nie mogą przy wykonywaniu swoich zadań korzystać z tajnej współpracy:
8) redaktorów naczelnych, dziennikarzy lub osób prowadzących działalność wydawniczą, o których mowa w ustawie z 26 stycznia 1986 r. – Prawo prasowe.
~Ustawa o ABW i AW 

Ustawa o agencji bezpieczeństwa wewnętrznego i agencji wywiadu nie rozwiązała jednak problemu. Do poczucia dziennikarskiego etosu nie przemówiło też wydanie przez TVP w roku 2015 kodeks zasad etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej, w którym mowa, że:

2. Dziennikarzowi nie wolno pracować dla wojskowych lub cywilnych służb specjalnych ani przyjmować od nich jakichkolwiek zleceń”.

Paradoksalnie w powyżej wspomnianych mediach pracuje obecnie najgłośniejszy przykład tego typu poczynań ostatnich dni – dziennikarz, którego rozpoznawalność wzrastała proporcjonalnie do zacieśniania współpracy ze służbami specjalnymi, a którego najgłośniejsze dokonania miały miejsce w trakcie współpracy z UOP.

Przypadek niejedyny, na pewno też nienajgłośniejszy – jedyne jednak co go wyróżnia to fakt, że został ujawniony. Tego co przed opinią publiczną pozostaje zakryte jest znacznie więcej.

Oto przykład kolejny – nieznany dotychczas społeczeństwu:

Rok 2005 – Prawo i Sprawiedliwość dochodzi po raz pierwszy do władzy. Rok później, jeden z czołowych przedstawicieli tej partii, filar obecnego rządu dowiaduje się o współpracy licznej grupy dziennikarzy ze służbami specjalnymi, podległymi poprzednim rządzącym – SLD, na czele ze znaną w środowisku mediów postacią, mieniącą się dziennikarzem. Mowa o zdobywcy „Grand Press”, przedstawicielu dużych tytułów prasowych, demaskatorem potężnych afer. Prawda wychodzi jednak na jaw – kariera ta została wykreowana przez pociągające za właściwe sznurki służby. Ludzką rzeczą byłoby oczekiwanie, że wraz z nadejściem nowej władzy proceder ten zostanie zatrzymany, może nawet ujawniony – nic bardziej mylnego. Na zebraniu potężnych nazwisk politycznych, kierowanym przez wspomnianego, czołowego również dziś przedstawiciela Rządu podjęta zostaje decyzja, którą zawrzeć można w zdaniu „pracował dla nich, teraz niech pracuje dla nas”.

Sznurki pozostają – pomimo zmiany osób za nie pociągających.

Wspomniany powyżej „dziennikarz” bryluje w mediach nadal – obecnie jako przedstawiciel TVN. W pewnym momencie swojej „kariery” wydał nawet książkę, w której opisywał swój fach. Fach, który z istotą dziennikarstwa miał niewiele wspólnego. Istotą tą jest wszak niezależność.

Refleksja? Pozostawiam ją innym. Przed laty wskazał ją Orwell, pisząc:

Pamiętajcie, że zawsze płaci się za nieuczciwość i tchórzostwo. Nie myślcie, że przez całe lata będziecie lizać buty i uprawiać służalczą propagandę na rzecz jakiegokolwiek reżimu, a potem nagle powrócicie do duchowej przyzwoitości. Gdy się raz stało ku**ą, jest się zawsze ku**ą.

Wulgarne – czy jednak nieprawdziwe?

Mateusz Daniluk
Mateusz Daniluk

Ostatni artykul od Mateusz Daniluk (Wszystkie art)

5 odpowiedzi do “Dziennikarska hucpa”

      1. Ja tam cały czas zastanawiam się nad śmiercią Popiełuszki. Dziwna to jest sprawa. Ja bym zbadał następujący wątek: śmierć księdza obudziła w Polakach wiarę w kościół i zjednoczyla ich przeciwko rządowi PZPR. Był to impuls dzięki któremu kościół zdobył duza władze. Ludzie kochali tego księdza i na jego śmierci kościół i watykan zbil ogromny kapitał medialny, wynika z tego ze śmierć Popiełuszki była dla Kościoła ogromnie korzystną. Według mnie istnieje mozliwosc ze za śmiercią księdza stoi kościół i episkopat. Wiemy ze watykan dopuszczał się gorszych rzeczy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *