Proces

W filmie sprzed kilkudziesięciu lat pt. „Gułag” jest taka scena: bohater filmu, amerykański sportowiec, podczas pobytu w Moskwie zostaje aresztowany przez KGB pod fikcyjnym zarzutem szpiegostwa na rzecz USA – jego przykład ma odstraszyć potencjalnych, prawdziwych, szpiegów. Zostaje poddany wielotygodniowej „obróbce”, której celem jest zmuszenie niewinnego człowieka do przyznania się do niepopełnionych win. Aresztowany sportowiec nadludzkim wysiłkiem wytrzymuje to wszystko, nie przyznaje się do tego, czego nie zrobił, i wtedy oprawcy… przepraszają go. Mówią, że doszło do straszliwej pomyłki, są szarmanccy, przyjaźni i pełni skruchy. Odwożą swoją niedawną ofiarę do hotelu, pozwalają wziąć gorący prysznic, zjeść porządny obiad i włożyć świeże ubranie. Po tygodniach spędzonych na nieustannych przesłuchaniach i biciu, w koszmarnych warunkach rodem z horroru, w ciasnej, podmokłej, przypominającej norę celi, pobyt w luksusowym hotelu wydaje się być przedsionkiem raju. Nazajutrz były więzień ma zostać odwieziony na lotnisko, a stąd wrócić do Stanów Zjednoczonych.

I wtedy następuje kolejny zwrot akcji. Przybywający nazajutrz po swojego „gościa” – który czeka już w hotelu spakowany do wyjazdu – radzieccy śledczy nie mają już na twarzach przymilnych uśmiechów, a miast tego wręczają mu więzienne ubranie. Wczoraj pełni skruchy gospodarze, niczym w kreskówkach, na powrót przemieniają się w bezdusznych oprawców. W jednej chwili nieszczęśnik rozumie, że ich uprzejmość była mistyfikacją i że teraz wszystko zacznie się od początku… Oskarżany o szpiegostwo sportowiec nie ma siły się już bronić – przeszkadza kontrast: wczorajsza ulga i nadzieja na powrót do domu w zderzeniu z dzisiejszą perspektywą kolejnych przesłuchań i aresztu na Łubiance całkowicie niszczą jego odporność, w efekcie czego podpisuje wszystko, co mu podsuwają i ostatecznie trafia do Gułagu…

Historia nr 2. Piotr Woźniak, żołnierz AK, bohater książki pt. „Zapluty karzeł reakcji” w stalinowskiej Polsce trafia do celi śmierci. Przez wiele miesięcy, dzień po dniu, a nawet kilka razy dziennie, drzwi celi otwierają się i zamykają, a każde ich otwarcie może być ostatnim w życiu więzionego żołnierza. Piotr Woźniak ma tego świadomość, wie przecież, że jest w celi śmierci, i po kilku miesiącach takiej sytuacji odkrywa w sobie uczucie, wcześniej nieznane: strach. Gdy przez cale lata był w konspiracji i gdy śmierć zabierała kolejnych kolegów, nie bał się, ale teraz jego odporność została rozłożona na atomy. W efekcie przyznaje się do czynów, których nie popełnił, bo wszystko jest już lepsze, niż ta niepewność bez końca…

Podobnych historii można opowiedzieć bez liku. Ich wspólną częścią jest mechanizm – mechanizm zamęczania, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, a nawet rok po roku, tak długo, jak będzie trzeba, do skutku, aż człowiek stanie się bezwolnym narzędziem w rękach oprawców, aż będzie miał dość wszystkiego, aż uwierzy, że wszystko jest lepsze, niż nieustający kontrast od nadziei po rozpacz i niepewność bez końca.

Czy na to właśnie liczył prokurator Andrzej Michalski składając kasację do Sądu Najwyższego – nie byle jaki prokurator, bo przecież prokurator najwyższego szczebla, Prokuratury Krajowej – łotr o kamiennym sercu, który od początku tej historii doskonale wiedział, że nie zrobiłem niczego złego, a mimo to po dziewięciu latach gehenny wciąż robił wszystko, by historia ta trwała bez końca, najlepiej z koszmarnym dla mnie finałem? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie było. Nie porównuję, rzecz jasna, swojej traumy do gehenny ludzi osadzanych w gułagu, czy w celi śmierci, bo mimo wszystko nie są to rzeczy porównywalne – ale mechanizm jest podobny: zniszczyć, upodlić, odebrać nadzieję, przeciagac bez końca i zmienić życie jeśli nie w piekło, to przynajmniej w przedpiekle. Dziękuję Bogu, że jego zamysły zostały zatrzymane i że w dniu dzisiejszym Prokuratura Krajowa ostatecznie wycofala sie z kasacji, odcinając się od planów swojego prokuratora i definitywnie już kończąc tę straszną historię. Zastanawiam się jednak, skąd biorą się tacy ludzie, jak prokurator Michalski? Może gdyby kiedyś spotkał ich podobny los, albo gdyby podobne przedpiekle prowadzące aż do próby samobójczej niewinnego człowieka ktoś zgotowałby im lub ich bliskim (nie życzę tego nikomu) – być może dopiero wówczas by coś zrozumieli, choć i tu nie mam pewności…

To był zdumiewający proces. Proces, w którym prokuratura – prokuratorzy Andrzej Michalski, Jolanta Mamej oraz ich bezpośredni przełożeni – zachowywali się jak obrońcy jednego z oskarżonych – Aleksandra Lichockiego – starając się ze wszystkich sił wybronić go, a jednocześnie z jego pomocą skazać drugiego oskarżonego – niżej podpisanego. Moi obrońcy Waldemar Puławski i Konstancja Puławski powiedzą później, że w życiu nie widzieli sprawy, w której prokuratura weszłaby w rolę adwokata – ale tylko jednego oskarżonego: pułkownika Aleksandra Lichockiego.

Dziwny był to proces. Proces, w którym aż trzy sądy –

(sędzia Piotr Gąciarek w roku 2011, uniewinniający mnie po raz pierwszy sędzia Stanisław Zdun w roku 2015 i uniewinniający mnie już prawomocnie trzyosobowy skład sędziowski Sądu Okręgowego w Warszawie w roku 2016) –

nie zostawiły suchej nitki na prokuratorach –

(pierwszy z sędziów zażądał nawet uchylenia prokuratorom Michalskiemu i Mamej immunitetów i sądzenia ich za tę właśnie sprawę, co mimo protestu innych prokuratorów stało się faktem, ale że mieli oskarżać ich inni prokuratorzy, więc oczywiście krzywda im się nie stała – fałszywie rozumiana solidarność prokuratorów, to temat na oddzielną historię) –

a mimo to prokurator Andrzej Michalski z konsekwencją godną lepszej sprawy parł na skazanie niewinnego człowieka, i na maksymalne wybronienie winnego.

Niezwykły był to proces. Proces, w którym prokuratura miast być niezależną, wykonywała polecenia służb specjalnych (to ocena sędziego Piotra Gąciarka – nie moja), ochoczo karmiła dyskredytującymi mnie przeciekami sprzyjające jej media, a jednocześnie robiła wszystko, by prawda o tym procesie nie przedostała się do opinii publicznej.

W jakim celu do eskortowania mnie z izby zatrzymań do sądu oddelegowano aż ośmiu funkcjonariuszy ABW, choć nie jestem ani Brucem Lee, ani Davidem Copperfieldem? Ponieważ przed sądem czekały ekipy telewizyjne i można było pokazać, jak niebezpieczny ze mnie przestępca.

Po co kłamliwie dezinformowano media o rzekomych niepodważalnych dowodach przeciwko mnie, przy pełnej świadomości, że dowodów tych nie ma i nigdy nie było, bo przecież niczego złego nie zrobiłem? Ponieważ był to element presji, która miała doprowadzić do mojego załamania (inną kwestią jest to, jak niektóre media bezrefleksyjnie „łykały” ten prokuratorski bełkot).

Dlaczego prokuratorzy robili wszystko, by doprowadzić do zamknięcia mnie w areszcie wydobywczym, choć przecież wiedzieli doskonale, że nigdy nie mataczyłem i całkowicie odsunąłem się od świata, aż do granic absurdu, po to, by nie powstał nawet cień podejrzenia, że w jakikolwiek sposób przeszkadzam w śledztwie? Ponieważ chcieli mieć plastycznego aresztanta, którego trzymając pod kluczem przez miesiące, a może i lata, skuteczniej będzie można zmusić do złożenia oczekiwanych zeznań.

Podobne pytania i podobne odpowiedzi można by na bazie tej historii mnożyć bez końca – nie czas jednak teraz po temu…

Chcę wierzyć, że ta dziewięcioletnia droga miała sens nie tylko dla mnie. Jeżeli już nie z innych przyczyn, to być może choćby dlatego, by uświadomić ludziom niewinnie oskarżanym, że ufając Bogu i broniąc się prawdą, można wygrać walkę toczoną nawet z beznadziejnej pozycji – przeciwko wszechwładzy rządzących, wysokiej rangi prokuratorom, służbom specjalnym i najważniejszym w państwie politykom z prezydentem kraju na czele. I być może dlatego nic w moim życiu nie będzie ważniejsze, niż ten proces…

Na koniec – raz jeszcze dziękuję Wszystkim Czytelnikom, wszystkim tym, którzy nie dopuścili, by prokurator Michalski bez końca prowadził „prywatną wojnę” moim kosztem i Wszystkim Ludziom Dobrej Woli, którzy w takiej czy innej formie towarzyszyli mi w trakcie tej długiej drogi. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że bez Państwa nie byłbym dziś w miejscu, w którym jestem. Być może nigdy nie będę w stanie opowiedzieć o tej wdzięczności, którą odczuwam i wyrazić tego, jak wiele przez te wszystkie lata znaczyło dla mnie to, że nie jestem i tak naprawdę nigdy nie byłem sam – bo Państwa modlitwa i życzliwość towarzyszyły mi, gdziekolwiek bym był. Dla mnie ta historia dobiegła końca, ale wiem, że nigdy o niej nie zapomnę, ponieważ jest dla mnie zobowiązaniem na resztę mych dni – zobowiązaniem, by bez względu na to, co przyniesie los, już zawsze podążać drogą prawdy pamiętając, że to droga zmienia człowieka – nie cel…

Z Panem Bogiem – Wojciech Sumliński

6 odpowiedzi do “Proces”

  1. Szanowny Panie Wojciechu,
    ogromnie się cieszę, że prawda znów zwyciężyła!
    Proszę przyjąć wyrazy uszanowania od „zwykłego człowieka”. Nie potrafię opisać uczuć jakie towarzyszą mi odkąd poznałem Pańską historię (a przeczytałem dopiero jedną Pańską książkę, z całą pewnością kupię wszystkie pozostałe), jednak to co Pan robi dla Polski i Polaków jest wielkim dziełem. Bardzo dziękuję za Pańską postawę, która daje nadzieję na lepsze jutro, choć tak trudno uwierzyć, że doczekamy osądzenia winnych a przede wszystkim, że takie zbrodnie polityków nie będą mogły się już powtórzyć. Zdumiewa mnie fakt, że mimo powszechnego dostępu do wiedzy, którą Pan udostępnił społeczeństwu, tak wiele osób pozostaje „ślepych” na prawdę, co widać przy urnach wyborczych, że nie ma presji społecznej na wyjaśnienie poruszonych spraw, że nic się nie zmienia…
    Proszę też przekazać słowa najwyższego uznania Pańskiej rodzinie, zwłaszcza żonie. Nie potrafię wyobrazić sobie jak wiele musieli wycierpieć dla dobra nas wszystkich.
    Mam ogromną nadzieję spotkać Pana za parę dni na targach książki w Warszwie by raz jeszcze wyrazić swój podziw za nieugiętą postawę dobra.
    Serdecznie pozdrawiam –
    – Szymon

  2. Panie Wojciechu,
    chciałem Panu podziękować za walkę o Prawdę.

    Muszę się przyznać, że długo wahałem się i nie byłem pewny, po której stronie jest prawda. Propaganda tamtej strony jest naprawdę sprawna (plus do tego wiele „kukiełek” służących za fałszywych świadków) i z perspektywy kogoś niezaangażowanego osobiście w podobne sprawy i czerpiącego informacje jedynie z mediów i internetu, trudno jest się zorientować. Nigdy nie wierzyłem tamtym bez zastrzeżeń, ale i czułem się zagubiony w plątaninie manipulacji i „faktów” medialnych.

    Dopiero Pańska sprawa i jej prześledzenie dała mi niezachwianą pewność, kto jest kim w Polsce. Mam wrażenie, że ta sprawa skupia jak soczewka całą walkę prawdy z zakłamaniem, jaka toczy się w Polsce i dlatego jest tak ważna dla tamtych. Wystarczy pociągnąć jeden sznurek idąc śladem Pana historii i wali się cały domek z kart ich propagandy, rozpada się ten fałszywy świat. Oni to wiedzą, i stąd taka zajadłość i upór, a jednocześnie dążenie do wyciszenia tej historii.

    Dlatego proszę być wytrwałym! Bóg Pana prowadzi.

  3. Panie Wojtku,
    to my dziękujemy za wytrwałość w dążeniu do prawdy mimo tak absurdalnie powracających sytuacji dalszego niszczenia Pana życia,.Powoli zaczynam tracić wiarę , że żyjemy w wolnym kraju.Jaka to wolność kiedy władza należy się tylko jednej opcji, a kiedy w wolnych wyborach wygrywa inna opcja to się ją niszczy wszystkimi możliwymi sposobami ? Jaka to wolność kiedy można bezkarnie niszczyć latami niewinnego człowieka? Jaka to wolność kiedy sędziowie -stróże prawa łamią to prawo bezkarnie lub naginają je pod siebie całkowicie bez żadnych konsekwencji?J jaka to wolność kiedy przestępcy chodzą na wolności , a niewinni ludzie całymi latami chodzą od sądu d sądu , są karani, wzywani ,przesłuchiwani ?Jaki to wolny kraj kiedy ludziom polikwidowano zakłady , pozwalniano
    , nie wypłacono ciężko zarobionych marych wypłat pod przykrywką rzekomej restrukturyzacji i jeszcze nawet teraz się wmawia , że to wszystko odbyło się zgodnie z prawem. A podczas służbowych kolacji , czy wywiadów z uśmiechem stwierdza się , że „tylko debile pracują za 6 tys.zł”, lub , że ” za 10 tys.zł przeżyje się wyłącznie na głębokiej prowincji”. Jeszcze teraz wmawia się społeczeństwu ,przez wszystkie możliwe i media , że to dla jego dobra do władzy muszą wrócić poprzednicy. Krzyki , histerie i dzikie prymitywne manifestacje pokazuje się bez przerwy jak coś ważnego i potrzebnego, a nic się nie mówi o Pana sprawie i o tym , że oskarżeni dalej chodzą uśmiechnięci i zadowoleni na wolności , bo ich nie obowiązują wyroki sądów , bo przecież dawno temu mieli pewnie zagwarantowaną bezkarność przez najwyższe urzędy państwowe.Co to za wolność kiedy niewinny człowiek może być gnębiony bezkarnie latami , kiedy może być niszczone całe jego życie i nadal niewiele się o tym mówi społeczeństwu , chyba tylko po to , żeby gwarantować nietykalność decydentom ? Gzie my żyjemy?

  4. Panie Wojciechu,
    Pana historia świadczy o tym, że jest sprawiedliwość w naszym pięknym kraju. Podziwiwiam Pana za wytrwałość i cieszę się, że są ludzie dzięki którym możemy poznać prawdę.
    Życzę wszystkiego dobrego.

  5. Panie Wojciechu,
    w tym momencie nie mam siły komentować – co chyba przewrotnie jest najlepszym komentarzem.
    Jednak już w tej chwili czuję, jak się odradza, poprzez WYCISZENIE i ZAUFANIE siła przetrwania, Prawda zwycięża. Wierzę w to.
    Życzę nam wszystkim Radości Życia.
    Dziękuję, że jesteście.
    To pozwoliło mi i kilku innym osobom przetrwać zniewagi, pobicie, pomówienia. To skala „micro” – jedna z dzielnic Warszawy, jeszcze proces w Sądzie Rejonowym po wygranym w Sądzie Apelacyjnym….
    Kolejny raz dziękuję Panu i Wszystkim, którzy się nie poddawali 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *