Przysłonięte krwią oczy Europy

Tym razem Facebook nie udostępni możliwości „podkolorowania” zdjęcia profilowego w barwy narodowe poszkodowanego kraju. Nie będzie marszu na który zjadą się oficjele z całej Europy, dyskusje w telewizyjnych studiach umilkną dość szybko, a i malowanie kredą po miejskich ulicach przeszło bez echa. 4 – tylko tyle żyć odebrał 52-letni Khalid Masood, muzułmański radykał.

Tylko.
„Tylko”.

Za mało, by poruszyć rozleniwioną, obserwującą wydarzenia na ekranach telewizorów Europę, która z każdym kolejnym zamachem przyzwyczaja się do krwi, jaką się okrywa – potrzebuje jej coraz więcej, by w zdumieniu otworzyć usta.

Tytuł artykułu na stronie głównej onet.pl: „Incydent w Londynie: 4 osoby nie żyją, co najmniej 20 rannych” – wszak Burmistrz Londynu, Sadiq Khan, miesiące temu wskazywał, że ataki terrorystyczne są częścią życia w wielkim mieście i należy się do takowych „incydentów” przyzwyczaić. Za każdym jednak razem, gdy atakowana zostaje cywilizacja łacińska tego przyzwyczajenia mi braknie, podobnie jak brakłoby gospodarzowi domu kontroli nad własnym gospodarstwem, gdy przejąłby ją ktoś obcy. Stąd też dziwię się szczerze, że z coraz większym spokojem europejczycy dowiadują się o kolejnym zamachu, traktując go jako powtarzalne wydarzenie – smutne, bo smutne – nie zaś pouczające.

Ilu poruszył atak muzułmańskiego radykała sprzed kilku dni, wzięcie kobiety – francuskiego żołnierza za zakładnika, a uprzednie postrzelenie policjantki w czasie kontroli drogowej? Jakim echem odbiła się próba przeprowadzenia zamachu w Antwerpii, gdzie mężczyzna – przybysz z Afryki Północnej usiłował wjechać autem z dużą prędkością w tłum ludzi? Europa nie stawia już pytań „czy?” lecz „kiedy?” – kiedy nastąpi kolejny zamach, godząc się na ich cykliczność – traktując jako coś normalnego, przyzwyczajając do krajobrazu terroru coraz większe masy, dostrzegające to wszystko przez ekran telewizyjnych relacji.

Pewnym jest, że nie przyzwyczai rodziny Ayshy Frade, jednej z ofiar londyńskiego zamachu, która w owym momencie szła, by odebrać 8 i 11 letnią córkę ze szkoły. Siła uderzenia była tak wielka, że trafiła ona wprost pod koła pędzącego autobusu. Podobnie rodzina innej z ofiar – 48-letniego policjanta, którego terrorysta ugodził śmiertelnie nożem. W ochronie Parlamentu pracował 15 lat, osierocił dwójkę dzieci, w 2007 roku uratował bohatersko życie policjantce – rannej w wypadku samochodowym.

Powyższy opis ofiar nie jest bezcelowy. Pomimo, że zabito „tylko” cztery osoby – są to „aż” cztery życia. Czterech członków czterech rodzin. Cztery tragedie. Nie ma i nie będzie miało zastosowanie stopniowanie śmierci drugiego człowieka, której można było uniknąć – zarówno gdy życie straciły 4 osoby, czy też, jak w roku 2015, w Paryżu – 130. Podobnie też w równym stopniu brak powinno być pobłażania tym, którzy nie tylko do tych śmierci doprowadzili, ale też tym, których decyzje sprawiły, że Europa ginie – w sposób krwawy. Bo o ile nie każdy z przeprowadzających w Europie zamachy należy do grup przybyłych z Afryki Północnej, tak na zachodni, muzułmański radykalizm owa migracja wpływa w sposób bezpośredni.

Arabska Al-Jazeera, jako jedna z wielu stacji, prócz relacji telewizyjnych informowała o londyńskich wydarzeniach za pośrednictwem Facebooka. Wystarczyła chwila – pod postem zaczęły pojawiać się lajki, uśmieszki, serduszka… W tym samym momencie do Europy dobijała kolejna łódź, z przekraczającymi nielegalnie granice imigrantami – bez kontroli, rzetelnej identyfikacji.

Bez wyobraźni.

Mateusz Daniluk
Mateusz Daniluk

Ostatni artykul od Mateusz Daniluk (Wszystkie art)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *