Wałęsa oszukał nas wszystkich!

Spór o Wałęsę jest częścią większego sporu. Jeżeli popatrzymy szerzej na naszą historię, zobaczymy jak strasznie wszyscy zostaliśmy oszukani. 

Ja jako młody 20-letni człowiek w 1989 roku byłem jednym z tych, którzy wierzyli, że Lech Wałęsa jest bohaterem. Wierzyłem w to, że na naszych oczach dokonuje się coś czego nie było dane zaznać wcześniejszym pokoleniom – że odzyskujemy pełną wolność. Już wcześniej docierały informacje pokazujące, że może być inaczej, ale wydawały się wręcz nieprawdopodobne. W roku 1989 zostaliśmy potwornie oszukani i jeśli chodzi o wizerunek Wałęsy, który był rzekomym bohaterem „Solidarności” i jeśli chodzi o Polskę, która rzekomo odzyskała wolność. Oszustwo było przygotowane doskonale. Nie wiedzieliśmy, jak wyglądały kulisy, że już od roku 1984 od zbrodni popełnionej na świętym ks. Jerzym Popiełuszce, Kiszczak, Jaruzelski, Geremek i cała ta hołota siedzieli przy jednym stole, śmiejąc się z nas i układając nowy podział Polski.

Wszystko zaczęło wychodzić po latach m.in. dzięki takim wspaniałym ludziom jak prokurator Witkowski, którzy pokazywali, jak to wszystko wyglądało naprawdę. Dzisiaj 4 czerwca 1989 roku nie traktuję jako czegoś, z czego należy się cieszyć. Wtedy dokonano wielkiej manipulacji i jej skutki wywołują skutki po dziś dzień. Wtedy zapadła decyzja, która rzutowała na kolejne lata. Decyzja trochę Orwellowska. Jeśli sięgniemy do „Folwarku Zwierzęcego”, to zobaczymy w niej odbicie konkretnych sytuacji – dokonano niby nowego otwarcia, tyle się zmieniło, a w rzeczywistości niewiele się zmieniło. Pozamieniano książeczki partyjne na książeczki czekowe, rozpoczęła się grabież na niebywałą skalę, służby specjalne zakładały gigantyczne interesy, powstawały esbeckie fundacje, jak Bezpieczna Służba, WSI, Pro Civili, miliardy transferowano do rajów podatkowych, a my w Polsce nie mieliśmy o tym bladego pojęcia.

Lech Wałęsa na początku tej nowej Polski miał być potwierdzeniem, że przywódca „Solidarności”, nasz prezydent, jest gwarantem, że to jest ta wolna Polska. Minęły lata, prawda zaczęła wychodzić na jaw, dowiedzieliśmy się, kim jest Lech Wałęsa, że to nie był wcale bohater, że nie żyliśmy w wolnej Polsce. Po dziś dzień wiele osób w tym kłamstwie tkwi, jeszcze się nie obudziło, jeszcze nie nabrało świadomości.

Przez kilkadziesiąt lat łże – media, które powstały z pieniędzy zagrabionych przez esbecję robiły Polakom pranie mózgu. Wielka rola w tym – moim zdaniem największa – Adama Michnika i jego „Gazety Wyborczej”. Myślę, że dużo mniej zła zrobiło Urbanowskie „NIE”, bo wszyscy od początku wiedzieliśmy, czym to „NIE” było. Natomiast takie media jak „GW” lansowały się jako media wolności, nawet ze znaczkiem „Solidarności”, a od początku wykonywały potworną, krecią robotę. Ta potężna praca wykonywana przez dziesiątki lat skutkuje niestety tym, że wielu osobom wdrukowano pewien sposób patrzenia na rzeczywistość.

Jako student psychologii poznawałem, na czym polega mechanizm „prania mózgu”. Odkryte zostało przez Chińczyków, którzy podczas wojny koreańskiej zatrzymali amerykańską łódź, a jeńców poddano po raz pierwszy w historii bardzo stopniowej, długofalowej indoktrynacji. Nie było w niej bicia, wymuszania, a jedynie stopniowe przesuwanie: napisz swój życiorys sto razy, napisz, co ci się nie podoba w twoim kraju… Robiono to za dodatkową miskę ryżu w stanie permanentnego głodu. Amerykanie pisali, w pewnym momencie oświadczenia odczytywano przez radiowęzeł i nagle nie wiadomo kiedy Amerykanie zaczęli mówić takim językiem, jakiego oczekiwali od nich Chińczycy. Kiedy po latach nastąpiła wymiana jeńców, wrócili oni do Ojczyzny, wywołując szok. Marynarzom elitarnej jednostki zmieniono zupełnie świadomość. Amerykanie zainteresowali się tym, co się działo z ich ludźmi w chińskiej niewoli i odkryli ten mechanizm, nazywając go „praniem mózgu”, a później dodatkowo udoskonalili.

W jakimś stopniu to samo stało się z naszym społeczeństwem. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu zaczęto sączyć nam kłamstwa. Przez wiele lat wdrukowywano nam treści, w które wielu uwierzyło. Były to treści na zasadzie: patriotyzm to nacjonalizm. Nacjonalizm prawie to samo, co faszyzm… Tak jakby patriotyzm był czymś złym. Robiono to na wielu polach, systematycznie i w wielu osobach to pozostało. Nie ma możliwości, by czytanie „Wyborczej”, oglądanie TVN-u nie oddziaływało. Kontakt z tymi mediami przez miesiące i lata pozostawia po sobie ślad, coś z tego w człowieku zostaje.

To, co dziś dzieje się z obchodami „Sierpnia”, to dla mnie element szerszego sporu, szerszego obrazu, który próbowałem przedstawić. Wielu wciąż wierzy, że Lech Wałęsa jest bohaterem, choć dziś wiadomo, że jest zaprzeczeniem bohaterstwa i rozczarował tak mocno, jak tylko mógł rozczarować. To, co obserwujemy teraz przy okazji rocznicy, to element walki o prawdę, o najnowszą historię Polski.

Tak jak mówi prokurator Witkowski, gdybyśmy poznali wszystkie okoliczności tego, co nastąpiło po śmierci ks. Popiełuszki, gdybyśmy poznali aneks… jeszcze więcej osób przejrzałoby na oczy, bliżej bylibyśmy pokazania najnowszej historii w pełnym świetle. Ta walka trwa, obserwujemy jej kolejny etap. Jestem przekonany, że ta walka zostanie wygrana, prawda ma to do siebie, że wychodzi na jaw. Nikt, kto ma oczy otwarte, nie myśli dziś o Lechu Wałęsie jako o bohaterze. To człowiek, który zdradził ideały „Solidarności”, który oszukał nas wszystkich i myślę, że tylko ci, którzy zostali poddani praniu mózgu, mogą wierzyć w podobne bajki.

/tekst felietonu dla parezja.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *